Słowa Konstantej
Może zostawiła nam tu jakieś cacka.
To zdecydowanie trzymało wszystko w kupie.
To pewnie jedno z tych tropikalnych drzew.
To jeszcze nie drzewo, ale nim będzie.
Wygląda na trwały budulec.
Przy odrobinie wysiłku może stać się drzewem.
Lepiej jej nie otwierać.
Oho, jakiś super-duper świąteczny chleb?
Zobaczmy, czy dam radę coś zagrać.
Osobiście nie potrzebuję za bardzo.
Czy ciasto powinno tak chrzęścić? Nie żebym miała coś przeciwko!
Ale ten kwas żre!
Nie przepadam za burżuazją.
To powinno załatwić sprawę.
To jeszcze nie koniec.
No cudnie, przegapiliśmy okazję.
Aj, aj, aj, ale palą!
Imprezka w mojej buzi!
Łzawią mi oczy od samego zapachu.
Założę się, że ta papryczka powala smakiem!
Ciekawe, co z nich wyrośnie.
Oblicze nieskażone myśleniem.
Wachlarz z piór ogonowych.
Zajeżdża spalenizną.
Zasadźmy tu jakiś krzew.
Od razu czuję, że mam większe szczęście.
Po pełnej zmianie w fabryce człowiek zjadły konia z kopytami.
Nie widzę dla nich większego zastosowania.
Świetnie wysuszone.
Robią na mnie nieprzyjemne wrażenie.
Świetnie wysuszone.
Twardy kamień.
Pff. Większe mi się zbierają każdej nocy.
Trochę muzyki i praca się nie dłuży.
Nie przepadam za tym zajęciem.
Dzięki temu wydobywanie kamieni to bułka z masłem.
Całkiem niezły!
Eleganckie dziary.
Się wyluzuj, czerwony.
Zerka na mnie tymi swoimi świńskimi oczkami.
Stój spokojnie, abym mogła cię palnąć.
Eleganckie dziary.
Się wyluzuj, czerwony.
Zerka na mnie tymi swoimi świńskimi oczkami.
Stój spokojnie, abym mogła cię palnąć.
Nie wyglądasz mi na twardziela.
Sprawia, że wszystko zajeżdża wieprzowiną.
Co za marnotrawstwo materiałów.
Lepiej będzie, jak się jej pozbędę.
Szkoda.