Słowa Konstantej
Zaraz się chyba rozpadnie.
Jest gorąca, ale przynajmniej praca idzie szybciej.
Trochę się wystygło, co?
Jakbym miał na sobie cieplutkie kalesony.
Cii! Jego właściciel może wciąż tu być.
Ja cię, roi się tu od tych cienistych robali!
To nic dobrego...
Nie masz szczęścia, kolego.
Hmm. Może nie wyszło tak źle.
Domowa hodowla.
Lucy pomagała.
Nie ma to jak mnóstwo świeżego czosnku, co?
Wygląda mi to na przyszłe zbiory.
Doskonale orzeźwia.
Nigdy nie rozumiałem, jak to działa.
To jakby jakaś dziwna smoła.
Nie sądzę, żeby tam się dało oddychać.
Czy warto to wyłowić?
Wygląda wydajnie.
I kto by teraz coś takiego zjadł?
To ma sprawić, że nam się obiad nie zepsuje, tak?
Źle wspominam tego glutka.
Potrzeba klejnotu.
Chyba gotowe.
Lepiej zrobić to teraz i nie żałować później, co?
Widać, że nie żyje.
Ojej.
Wszyscy jesteśmy jednością, no nie?
Coś jest w środku, co?
Wygląda pusto.
Wygląda na to, że to coś robi się coraz silniejsze.
Chyba nas nie lubią, Lucy.
Bu! Ha, ha!
Ten duch zostawił po sobie prezent pożegnalny.
Nie boję się tego nosić, Lucy. Po prostu nie mam na to ochoty.
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Uff, śmierdzi jak skiera noszona przez tydzień!
Dawać jest tak samo fajnie, jak dostawać.
Zrobimy dzisiaj coś fajnego, Lucy?
Wolałbym mieszkać w domu z drewna.
Dokąd się wybierasz, co?
W życiu nie widziałem takiego psa.
Drewno to to nie jest.