Słowa Konstantej
Nigdy mi się to nie podobało.
Nawet patyczek jest pyszny.
Opowiem ci, jak smakuje, Lucy.
Rozpuszczają się w ustach, a nie w dłoni.
Nie przepadam za robalami.
To rozumiem.
Lucy nie lubi, jak jem ostre rzeczy.
Nie martw się, zjem za nas oboje, Lucy.
Prawie popcorn.
O raju! Dużo cukrowych nóżek.
Te nie wymiotują. Podobają mi się.
To na pewno jedzenie?
Ech, nie zawracajmy sobie nimi głowy.
Opowiem ci, jak smakuje, Lucy.
Chyba nie najgorszy, co?
Napitek w sam raz na animusz.
Dużo tego.
Nie najgorszy.
Ale i tak solidnego pniaka nie zastąpi.
Raczej nie potrzebuję w życiu więcej transformacji.
Udawane, co nie.
Urocza rzecz. Muszę ją gdzieś powiesić.
Ładnie by to wyglądało na czubku jakiegoś drzewa.
Lucy, chcesz pomóc w dekorowaniu?
Trzymaj się mocno, co nie.
Ach! Chciałoby się zobaczyć prawdziwą rzecz.
Szkoda dobrej szynki.
Każdy popełnia błędy, co nie?
Nieźle kopie.
Chyba nie jest wypełniona gęsim pierzem?
Przynajmniej nie jest wypełniona piórami.
Pachnie jak noc pod gwiazdami.
I tak lepsza niż tamta wypełniona ohydnymi piórami.
To próba, co? Ech, niech będzie, wezmę kęsa.
Naprawdę wolę kratę.
Zdrowie w glutowatej formie.
O rany. To się nazywa charakterystyczny zapach.
Jak robi się za gorąco, to trzeba się nasmarować wyciągiem z robala.
Komuś innemu bardziej się przyda.
Wyziębił się, co nie?
Brr! Zamarznięty.
U nas nazywamy je kamieniami nocy.
Z czymś takim w kieszeni mógłbym rąbać całą zimę!
Robi się jakby... ciepławo.
Gotowa na małe karczowanie, Lucy?
Róże w tej okolicy okropnie szybko się rozrastają.
Nie jest najbardziej towarzyska, co?
To by się przydało na północy.
Nigdy w życiu nie byłem czubkiem, prawda, Lucy?
Obym się zorientował, kiedy powinienem to wypić.