Słowa Konstantej
Działa adekwatnie do rozmiaru.
W końcu coś, co faktycznie się przyda.
Ataaaak!
Co on tak ciągle przeżuwa?
Można by na nim zagrać.
Przepływa przez nią strumień energii.
Odrobina ochrony.
Pomiot szatańskiego stworzenia.
Lubię dźwięki, które wydają, jak się palą.
To drzewo ma twarz.
Ach. Szansa na wyhodowanie czegoś okropnego.
Ledwie dni dzielą cię od pełnej okropności.
Ach, jednak prawdziwą przyjemność dają mi rzeczy wyrafinowane.
Wreszcie coś dla mojego wysublimowanego podniebienia.
Cóż. Było fajnie, ale się skończyło.
Kawałek drewna. Co tu więcej gadać?
Phi, dziś każdy może zostać władcą.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Lepiej zostawię to w spokoju.
Złoto jak złoto.
Ach. Gdzie też się podziewałaś, Lucy?
Skąd to się tu wzięło?
Odrażające.
Wygląda wspaniale złowieszczo.
Ta przeklęta istota wreszcie zginęła.
Niektóre rzeczy da się naprawić.
Kryształy? Cóż za bohema.
Nie podoba mi się to.
Chyba nie pochodzi stąd.
Być może pora na agresywne odchwaszczanie.
W takim razie do roboty.
Czeka mnie więcej pracy.
Odnoszę wrażenie, że tych szkodników nie da się tak łatwo pozbyć.
Mówiłem, że to żadne wyzwanie dla moich zdolności.
Złośliwa roślina.
Chyba mógłbym ją jakoś wykorzystać.
Ma dziwny, lecz apetyczny aromat.
Oszaleć można.
Jeżeli martwisz się, że utniesz w środku, nie grzeb w moich rzeczach.
Nie mam ochoty walczyć z tym czymś.
Uch, nie chcę tego nawet dotykać.
To piórko pasowałoby mi do kapelusza.