Słowa Konstantej
Mam nadzieję, że chwyta wiatr równie mocno, co za serce.
Lepiej on niż ja.
W uszach wciąż mi dzwoni.
Koniec tego darcia papy.
Może się już zamkniesz?
Już się więcej nie odezwie.
Co za wnerwiający korzeń.
Głupi królik.
Nic się z tego nie dowiem.
Wytrzymałe to.
Niech zgadnę – wyrasta z niej marmurowa łodyga?
Zimna jak głaz.
Zawsze się zastanawiałem, kto to zbudował.
Dobrze, że nie ma kolców.
Ale dziwne.
Powinienem zadawać mu pytania.
Gotowe.
Pokręcony i ostry. Zupełnie jak ja!
To bolało.
Zupełnie zwyczajna roślinka.
I po drzewie.
Teraz już się nikomu nie przyda.
Drzewo 0, Maxwell 1.
Niegrzeczne drzewo.
Uwielbiam purée ziemniaczane.
Kojarzy mi się z Wilsonem. Ha!
Jest dość intensywna.
To z pewnością maska pracownika.
Ależ dramatyczna.
Ależ dramatyczna.
Ależ dramatyczna.
Ależ dramatyczna.
Ależ dramatyczna.
Wolałbym nie zakładać tego na głowę.
Ależ dramatyczna.
Ależ dramatyczna.
Wygląda na trochę władczą.
Ależ dramatyczna.
Wolałbym nie zakładać tego na głowę.
Wolałbym nie zakładać tego na głowę.
Ależ dramatyczna.
Każdy okręt musi go mieć.
Znacznie praktyczniejsze, niż podpalanie własnego okrętu.
Znacznie praktyczniejsze, niż podpalanie własnego okrętu.
Jak śmiesz patrzeć na mnie z góry?!
Bardzo roztropne.
Wyglądam na robola ze stoczni?
Ostrzeżenie dla ptactwa wodnego, żeby z nami nie zadzierało.
Czy muszę wszystko robić sam?
To nie są prawdziwe skrzydła smoczuchy. Szkoda.