Słowa Konstantej
Pali się podobnie do chat prosiaków.
Starają się naśladować świnie, ale są jeszcze głupsi.
Wypalony do gołej ziemi.
Trochę mniej razi moje oczy niż pozostałe.
Korona bywa ciężkim brzemieniem...
Ktoś wreszcie zajął się tym ohydnym dywanikiem.
Niezbyt imponujące, jak na "tron".
Co za strata czasu i energii.
Cóż to stworzonko planuje?
Królestwo bez króla.
Wywiesili sztandar królewski.
Najwyraźniej nie zostałem zaproszony. Jak ja to zniosę?!
Najwyraźniej nie zostałem zaproszony. Jak ja to zniosę?!
Udało im się stać jeszcze brzydszymi.
Łatwo zostać królem w tej okolicy.
Wyglądają dużo lepiej.
Po co się specjalizować, jeśli można robić wszystko byle jak, prawda?
Zdecydowanie nie ma tam nic, czego mógłbym chcieć.
Zdecydowanie nie ma tam nic, czego mógłbym chcieć.
Po co się specjalizować, jeśli można robić wszystko byle jak, prawda?
Ktoś całkiem sensownie zdusił w sobie emocje, spakował je do butelki i wrzucił do morza.
Pusta.
Koniec widowiska.
Phi. Niektórym chyba imponuje zwierzęca siła.
Obrzydliwe. Pewnie jest w tym jakaś nikczemna energia.
Świetliki kiedyś umrą z głodu.
Zaskakująco piękna.
Żałosne ustrojstwo... Ale może być.
Szał flar.
Widać pewną rękę autora.
Nic tu jeszcze nie ma.
Znak musi coś zaznaczać.
Proszę, proszę, paliwo zupełnie cię odmieniło.
Czuję się, jakby wciąż żył.
Smutny koniec, stary przyjacielu.
Zrobił się chłodny.
Gorący w dotyku.
Wygląda, jakby wywoływał niestrawność.
Rozumiem, że odpowiedź brzmi „tak”.
Koniec tego grzebania.
Wykopujesz to, co ja zakopię?
Skandal.
Czy ja w ogóle czegoś stamtąd chcę? Przecież te rzeczy były w nozdrzach gryzoni.
Nic dziwnego, że potrafią kopać godzinami.
Skryj się głęboko. Idę po ciebie!
Nie mam czasu na wygłupy!
Ale paskudne mieszkanie.
Ktoś próbował je uwędzić.
To miejsce jest opanowane przez te nikczemne małpiszony.
Coś jest z nim nie tak.