Słowa Konstantej
Ktoś coś tu kombinował.
Po prostu urocza.
Hmm. Trudno to nazwać tronem.
Nie ufam mu.
Jestem pewien, że jest cały w pchłach.
Uch, wyglądam w niej jak pospolity majtek.
Włożenie tego do ust nie byłoby rozsądne.
Odrażające.
Moje zęby są już na to za stare.
Niezbyt zachęcające.
Pozostałość po pradawnym relikcie.
Myślałem, że wszystkie zostały zniszczone już wieku temu.
Kostur czerpiący energię z „księżyca”.
Chyba powinna wydarzyć się coś magicznego.
Szkoda dobrego kostura.
Żałosna, acz pełna gracji.
Nie wywiniesz mi się!
I co mam z tym niby zrobić?
Małe księżycowe drzewko.
Jaskinia zapewnia schronienie przed wścibskimi oczami „księżyca”.
Klejnot korzysta z energii strumieni i cykli „księżyca”.
Czuję na sobie ten wzrok... Obserwuje mnie...
„Księżyc” jest dziś w pełni.
„Księżyc”... na razie się schował.
„Księżyc” się zmniejsza.
„Księżyc „się powiększa.
Ale czy jest tak ostry, jak mój dowcip?
W którą stronę się kieruje księżyc?
Prawie tak ostre jak ja, a do tego pełne blasku.
"Księżycowy" odpad.
Życie radzi sobie w każdych warunkach.
Będzie z niego doskonały nośnik magii.
Zawsze potrzebna jest jakaś ofiara.
Kawałek „księżyca”.
Oooch, nowa wiedza.
To się może źle skończyć.
Wolałbym tam nie zaglądać.
Zamienione w szkło.
Hm, może się przydać.
Za mało wynalazców ma dość odwagi, by ujarzmić moc ziemniaków.
Towarzyszy mi niepokojące uczucie.
Co on kombinuje?
Takie właśnie mam szczęście. Pusto.
W środku jest jakaś moc.
Hmm, nietypowa magia.
Tak. Pożądam wiedzy księżyca.
Wylewa się z niego potężna energia.
Czemu wydaje mi się... Nie, to pewnie nic takiego.
Jeszcze nie pora?
Ta potężna energia... Gdzieś już ją widziałem.