Słowa Konstantej
Musi się po coś gromadzić.
Coś jest w środku uwięzione.
Coś jest w środku uwięzione.
Coś jest w środku uwięzione.
Chce, abym dał jej dom.
Chce dołączyć do innych.
Nie wygląda zbyt apetycznie.
Czego ja nie zrobię dla nauki...
Nauka dopiero tu zaczęła.
Od razu wygląda bardziej naukowo!
Magazynuje energię! Od samego początku wiedziałem, co robię – bez dwóch zdań.
Mój mózg pulsuje od spokoju i przerażenia jednocześnie.
Zaczynają pojawiać się pęknięcia.
Niezbyt to naukowe... ale całkiem skuteczne.
Drzewo płonie!
Drzewo spłonęło.
To było całkiem grube drzewo.
Nie wiedziałem, że na księżycu rosną drzewa.
Spadł z księżycowego drzewa.
Suchutkie.
Nie mam pojęcia, co to właściwie jest.
Dzieci są niczym elektrony - zawsze próbują uciec.
Tutaj wkłada dzieciaki..
Taki z niego dobry kucharz, jak ze mnie naukowiec.
Mali, wredni krwiopijcy.
Hej, czy to moja krew?
Pomysł rzucenia tym lata mi nad głową.
Rośliny najwyraźniej to lubią.
Mermowie aż się przy tym roją.
Ci krwiopijcy nigdy mnie nie dorwą!
To pewnie krew kogoś innego...
Aach! Zdecydowanie nie jesteś elektronem.
Pewnie mu się należało.
Na pewno jest tam mnóstwo przydatnych rzeczy!
Ten poncz daje niezłego kopa.
To wydarzenie bez precedensu w historii nauki.
Musi istnieć jakieś naukowe wyjaśnienie.
Cudo!
Gdy się czegoś boi, jest całkiem zarodny.
Narzędzie do tworzenia grzybnej chmury.
Sprawia, że jego właściciel wygląda na zabawnego gościa.
Niewinne życie przerwane tak wcześnie.
Nauka górą!
Uległa potędze nauki.
Przydałyby się jakieś zarodniki. Albo grzybny przeszczep.
Grzybki nie próżnowały.
Kłoda ma już dość. Trzeba ją wymienić na żywą.
W takim zimnie chyba nic nie wyrośnie.
Teraz powinny rosnąć.
Sporo tych grzybków!