Słowa Konstantej
Ładny szaliczek.
Zaskakująco dobre wykonanie, zwłaszcza jak na coś, co zrobiły ptaki.
Właściwie to praktyczne rozwiązanie, aby się schłodzić w gorące dni.
Całkiem niezłe ostrze piły.
Niezasłużony koniec.
Ja… kocham cię.
Nie wygląda dobrze.
Ale z ciebie pomarańczowy szkodnik, co?
Och, nie jestem w stanie się na ciebie gniewać.
Słodkich snów.
Zawsze miałaś ciągoty do rywalizacji, co, siostro?
Darmowa żywność wprost z ziemi.
Łagodna dla dziąseł. Nie, żeby miało to jakieś znaczenie.
Duży pęk marchewek.
W pełni wyrywalna.
Garść nasion.
No cóż.
Nic się nie stało. Zmontuję nowe.
Ma blat, na którym można przynajmniej oprzeć nogi.
Szczury nie powinny się już więcej panoszyć.
Pusto tu jak w opuszczonym magazynie.
Wszyscy potrzebujemy snu.
Czy ja wyglądam na handlarkę futrami?
Chyba jedno z kółek piszczy.
Powinno dać się go ruszyć.
Za niska jestem.
Wszystko tu jest dziwne, więc czemu nie banany.
Stare, spalone drzewo bananowe. A może krzak.
Banany w karmelu są najpyszniejsze.
To drzewo bananowe...
W głąb!
Mają komplet.
Nie. Nie chcę się nabawić pylicy.
Kolejny dzień, kolejna upiorna jaskinia.
Czy to rozsądne, aby iść głębiej?
Nie-e, przecież straszny tłok jest.
Nie potrzebuję świeżego powietrza.
Prawie nie pamiętam już, jak jest na powierzchni.
Patrzcie państwo na tę paproć!
Ojej, ta paprotka nie żyje.
Wyraźnie widać, że nie żyje.
Przez tego zwierzaka mogą być kłopoty!
Śpi.
Nie wstydzi się puszczania bąków.
Śmierdzi, jakby coś się zepsuło.
Nic dobrego stamtąd nie wyleci.
Zaraz zrobi się tu naprawdę duszno.
Strasznie toksyczne.
Dobrze mieć jakieś wyjście.
Ale pyszne żarełko!