Słowa Konstantej
Chyba nie umiałbym się tu zrelaksować.
Temu dyniakowi się upiekło.
Jakoś mi się nie pali, żeby tu spać.
Nie mogę się przebrać, gdy wszystko płonie.
Cóż, to było łatwe.
Muszę popracować nad zarzucaniem...
Uciekł.
Gdzie się podziały ryby?
Muszę znaleźć lepsze miejsce do łowienia.
Miały tu być same grube ryby!
Mógłbym teraz zajmować się jakimiś naukowymi rzeczami...
Trzask i cała moja praca przepadła.
Może trzeba zwinąć.
Ojej! Potwory morskie!
Mam wrażenie, że tego nie było w scenariuszu.
Pozbycie się tej nory mogło rozpocząć reakcję łańcuchową…
W głębi duszy czuję, że to powinno było zostać na płyciźnie.
Auć! Przestań!
Co ja słyszę? Czyżby krzyki drzew?
Czy to powinno tak śmierdzieć?
Te szanty mogą oznaczać tylko jedno...
Ciekawe, co z tego wyrośnie.
Moja wiedza na temat tej rośliny jest coraz większa!
Nikt nie mówił, że podróżowanie w czasie będzie takim problemem...
Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji!
To nie brzmi dobrze.
Może króliki nie kopią w tym miejscu.
Coś próbuje wygrzebać się na powierzchnię.
Co za dziwny królik!
Mam cię!
Coś się delikatnie szamocze pod ziemią.
Jakaś jakby ochrona!
Nigdy nie przestawaj się uczyć!
Od razu lepiej. Dziękuję.
Jakby nic się nigdy nie zdarzyło!
Pozwól mi pomóc.
Wasza łaskawość!
Wasza wysokość!
Mój panie!
Wasza „Wysokość”.
Wasza „Wysokość”.
Wasza „Miłość”!
Wszystkie wraże monstra powróciły!
Nie podobało mi się to.
Moja wartość zdaje się być dostateczna.
Mam już to wszystko.
Łazi za mną!
Coś mnie ugryzło! Gdzie się podziało to stworzenie?!
Nadchodzi coś upiornego.
Dzięki ci, drzewiasty przyjacielu, za ochronę przed żywiołami tego świata!