Słowa Konstantej
Uff, jest mi gorąco, jakbym biegał po płonącym lesie.
Pewnie nie powinienem był dotykać tej rośliny, co?
Dobrze, że już po wszystkim.
Powinienem sprawdzić, o co chodzi z tą flarą, nie?
Mało brakowało!
Czemu to puś...
Ech, odpoczywam.
Uciekłem!
Ja tu, jakby, zmysły tracę...
Oczyszcza umysł i otwiera pory!
Wygląda na to, że potrzebuję kolejnej dawki odstraszacza kwasu.
Robi się coraz cieplej. Chyba czas na kolejną porcję balsamu.
Jesteśmy!
Lucy, nie zadziałało.
Bardzo pouczające.
Ale tu gorąco!
Coś tam się czai.
Zaczyna mnie trochę ssać w żołądku.
Ten szlak nie sprawi problemu.
Zwierz jest w pobliżu.
Jestem leśnikiem, nie łowcą.
Ślady się zatarły.
Lucy, ten szlak prowadzi do kłopotów, co nie?
Lucy, zapędziliśmy to w kozi róg.
Czuję na sobie zimne oczy jakiejś bestyjki.
Potrzeba więcej łajna?
Nic więcej nie zmieszczę.
Mój ulubiony element każdych świąt - jedzenie!
Patrzcie państwo! Jak długo się tu chowałeś, co?
Mam cię.
Nie ukryjesz się przede mną.
Zgadza się, Lucy! Schowały się dokładnie tutaj!
Więc to tu się ukrywałeś, co nie?
To chyba ostatni, co nie?
Wygląda na to, że ma ostatniego.
Zobaczmy, powinien być jeszcze jeden.
Tym razem nie miałem farta.
Zaraz koniec...
Nie, tak daleko by nie zwiały.
Ta, raczej tu wolałyby się ukryć.
Zapowiada się frajda! Wetnę się, dobra?
Chować się prędko! Nadchodzę!
Nadchodzą potworne dranie.
Chyba czas uciekać.
Trzeba się było nie wychylać.
Auć. Co to było?
Trochę załaskotało, co nie?
Widzisz to, Lucy? Ta odrażająca dłoń zgasiła pochodnię!
Chyba nie było warto, co nie?
A niech mnie. Znowu to samo.