Słowa Konstantej
Trochę smutne, ale i tak tego nienawidzę.
Bierz ich!
Przez to światło dostaję gęsiej skórki.
Może mam już ich dość.
Mam nadzieję, że ktokolwiek odpalił tę flarę, jest gotowy na to, co nadchodzi.
Czyli zjedzenie tego jednak było błędem, co?
Uff... Muszę jakoś ugasić ten pożar żołądkowy...
Żołądek wreszcie wystygł.
O nie. Znam to uczucie...
Czemu ciągle przytrafia mi się coś takiego?
Uf. Następnym razem zamienię się w coś normalnego, na przykład w łosia.
Czekaj, wydostanę cię.
Coś tam w środku słychać.
No i już! Co ty na to?
Czekaj, wydostanę cię.
Coś tam w środku słychać.
No i już! Co ty na to?
Czekaj, wydostanę cię.
Coś tam w środku słychać.
No i już! Co ty na to?
Masz szczęście, co?
Dranie!
Coś mizernie wygląda, tak?
Lucy, też myślisz, że te sępy wyglądają inaczej?
Teraz na pewno nie jest pora, aby obchodzić Gwiazdkę.
Nie mogę odpoczywać. Coś mnie goni!
Jest zbyt niebezpiecznie, żeby spać.
Tylko dranie śpią w dzień.
Nie mam ochoty na odpoczynek.
W brzuchu mi gra. Nie dam rady odpocząć.
Z pustym brzuchem nie zasnę.
Chyba wolałbym to zrobić, będąc na ziemi.
Wolę zrobić sobie sjestę pomiędzy wyrębami, nie w nocy.
Wolę zrobić sobie sjestę pomiędzy wyrębami, nie w nocy.
Ojej. To był jak do tej pory mój najlepszy dyniak.
Hej, koleś, nie mogę spać, gdy jest tu jasno jak w dzień.
Nie jestem pewien, czy to jest do końca bezpiecznie.
Nic nie szkodzi. Wystarczy mi jedna dobra koszula.
Było blisko!
Ajć, wyszedłem na ofermę.
Zwiała mi.
Nie ma to jak dzień na rybach.
Mógłbym gapić się w niebo i ocean bez końca.
Hm, może powinienem zmienić przynętę.
Nie ma pośpiechu.
W mordę jeża! Za przeproszeniem, Lucy.
Muszę naprężyć żyłkę.
Uwaga, coś się zbliża!
To chyba nie była część przedstawienia...
Mogłem się domyślić, że zniszczenie tej nory nie było dobrym pomysłem.